czwartek, 19 czerwca 2014

Obrót.

   Szpital odkąd pamiętam jest moim drugim domem. Nie jestem chora, po prostu często przytrafiają mi się wypadki. Oprócz tego moja mama jest chirurgiem, a jako najstarsza córka jestem zobowiązana do pomocy. Tata odszedł od naszej rodziny, kiedy miałam 12 lat. Nie mam z nim kontaktu, od kiedy wyjechał do Australii. 
   Często zastanawiam się, jak to jest- zostawić wszystko i zacząć nowy rozdział. On tak zrobił. Był moim tatusiem, a teraz nie wiem czy jeszcze żyje. Taka sytuacja może wydawać się smutna, ale taka nie jest. Owszem, zapamiętałam go, dobrze o nim myślę, tylko nie rozumiem. Zawsze wydawał mi się taki dobry. Po prostu jego...no nie wiem, aura? Przy nim nie umiałam się złościć. Zawsze bawił się ze mną we fryzjera, potrafił zrobić mi mnóstwo złotych warkoczyków. Większość czasu spędzałam z nim, mamie nigdy to nie przeszkadzało. Ona też nie potrafiła się na niego złościć. Teraz jest inaczej.
-Ile razy mam cię wołać?!-wrzeszczy z kuchni-Obiad! Lena, słyszysz mnie?
-Idę-mówię i zdaję sobie sprawę, że znowu to zrobiłam. Opadam na łóżko i próbuję zebrać myśli. Kiedy wspominam tatę, zawsze coś się ze mną dzieje. Kiedyś zaczęłam krwawić z nosa, nie będąc tego świadoma. Dopiero kiedy uderzyłam głową o podłogę się otrząsnęłam. Tym razem na szczęście nic mi się nie stało. Wstaję z łóżka, przerzucam włosy na ramie i schodzę do kuchni. jeszcze moment i mama wystraszy naszego wilczura...
-Nareszcie-mruczy pod nosem mama-Usiądź obok Nicka.
  Oczami wyobraźni widzę jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień. Mama stara się o awans, więc jest bardzo zdenerwowana. Ja będę musiała zająć się Nickiem. 
-Co jest na śniadanie?-pytam, żeby załagodzić napięcie w pokoju. 
-Płatki z mlekiem!-piszczy Nick, a ja już widzę jak mamie napina się twarz- Plose!
-Dzisiaj naleśniki z syropem klonowym. Nie marudź!-mówi ostro do małego, a jego twarz wykrzywia grymas.
-Mogę dla niego zrobić, mamo dostaniesz tą posadę-mówię i podchodzę do niej, żeby ją przytulić-Nie martw się.
-Jesteś taka jak twój ojciec-mówi melancholijnie-Może powinnaś spędzić z nim trochę więcej czasu...
-Co masz na myśli?-pytam z nadzieją w głosie. Czuję, że odrywam się od podłogi, więc szybko udaję, że po prostu podskoczyłam-Wiesz co się z nim dzieje?
-Ja...to znaczy...-zacina się speszona-nie...to znaczy.. nie mogę cię oddać...
-Mamo-mówię twardo i zaczynam się denerwować-Wiesz co się z nim dzieje, czy nie?
-Wiem.
   Osuwam się na ziemię. Całe cztery lata myślałam, że już nigdy go nie spotkam. Wiedziałam tylko, że nie chce mieć z nami kontaktu...a może chce? 
-Co o nim wiesz?-pytam cicho i chłodno. Nie wiem co mam o niej teraz myśleć.
-Jest w Sydney. Wysyłał do ciebie listy. Chce żebyś przyjechała. Nie mogę ci więcej powiedzieć. Wychodzę, zostań dzisiaj w domu z Nickiem. W szufladzie w biurku są listy. Wybacz mi-głos jej się łamie, a oczy ma pełne łez, ale szybko je wyciera. Odwraca się, bierze torebkę i wychodzi. A mój świat obraca się o 360 stopni. W ten jeden zwykły dzień, taki jak inne. Jednak teraz inny niż wszystkie.